Pleszew. Ponad 100 pleszewian zginęło w nalocie dywanowym na stacji w Komarnie

Irena Kuczyńska
9 września 1939 roku rodziny żołnierzy zawodowych 70 pułku piechoty byli w pociągu, który wiózł ich z Pleszewa na wschód . Na stacji w Komarnie pod Lwowem pociąg został ostrzelany przez Niemców. Zginęło ponad 100 kobiet i dzieci. Na cmentarzu w Pleszewie znajduje się tablica z cmentarza w Komarnie, która przez wiele lat upamiętniała ofiary nalotu. Dzisiaj przy niej spotkają się rodziny ofiar nalotu...

Komarno
Niedaleko Lwowa, na Ukrainie, znajduje się zbiorowa mogiła ponad 100 pleszewian, którzy 9 września 1939 roku zginęli podczas niemieckiego nalotu na stację kolejową, kilka minut po wyjściu z pociągu. O grób dbają miejscowi Polacy. W niedzielę 17 kwietnia Komarno nawiedzili bliscy poległych.

Wśród nich byli naoczni świadkowie tragedii...
Ludwik Misiek - najstarszy uczestnik wyprawy pod Lwów, obecnie dobiega dziewięćdziesiątki. Miał 13 lat, kiedy z matką, bratem i siostrą, razem z innymi członkami rodzin oficerów i podoficerów 70 pułku piechoty, znalazł się w pociągu, który na początku września wyjechał z Pleszewa pod Lwów. Miało tam być bezpieczniej niż w zachodniej części Polski.

Tymczasem - jak wspominał na stacji kolejowej w Komarnie starszy pan, nagle na grupę kobiet czekających razem z dziećmi na transport w ,,bezpieczne miejsce’’ , spadły bomby z niemieckich samolotów. – Jedni biegli w pole, gdzie rosła kukurydza, inni próbowali się ukryć w krzakach, nakrywali sobie głowy marynarkami – mówił starszy pan. Kiedy opadł piach, okazało się, że plac przed stacją kolejową jest usiany trupami. Ludwik Misiek stracił starszego brata.

Jedną z osób, która przeżyła dywanowy nalot przed 78 laty na stacji w Komarnie – Buczałach, jest Halina Jezierska. W ciągu tygodnia, siedmioletnia wówczas dziewczynka, straciła najbliższe osoby: matkę, ojca, ciocię czyli siostrę mamy oraz wujka – jej męża. Pani Halina była najmłodszym dzieckiem Jadwigi i Walentego Dzieweczyńskich. Brat Mieczysław był starszy o dwa lata, a siostra Mirosława o pięć lat. Mama pani Halinki była z domu Drążewska. Miała kilkoro rodzeństwa, m.in. siostrę Marię oraz najmłodszą Janinę. W 1926 roku dwie siostry Drążewskie wyszły za mąż za podoficerów z 70 pułku piechoty.

Pani Halinka mówi, że wieczorem 31 sierpnia tata przyszedł do domu i powiedział, że idzie na wojnę. Chciał pożegnać żonę i dzieci. Mówił też, że oni pojadą na wschód pod Lwów, gdzie „będzie można bezpiecznie przeczekać wojnę”. Dzieci płakały i prosiły ojca,” żeby się schował i na wojnę nie szedł”. On – jak pisze siostra pani Halinki we wspomnieniu, odpowiedział, „że gdyby się ukrył, to by im przyniósł wstyd, bo trzeba walczyć za ojczyznę” i poszedł. Tej nocy 70 pułk piechoty wyszedł z koszar.

Nazajutrz dla rodzin wojskowych podstawiono w Kowalewie na stacji specjalny pociąg. Z opowiadań starszej siostry pani Halinka wie, że pakowano tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Do pociągu wsiadło 288 osób, głównie kobiety i dzieci. Pociąg kierował się na Warszawę. Z Dzieweczyńskimi jechała siostra pani Jadwigi Maria Gabrysiakowa – żona sierżanta Franciszka Gabrysiaka oraz młodsza siostra obu pań Janina.

Pociąg zmierzał w kierunku Lwowa. Podróż zamiast jednego dnia, jak planowano, trwała 9 dni. 9 września zatrzymał się na stacji w Komarnie – Buczałach, gdzie na pleszewian miały czekać podwody. Kobiety z dziećmi zaczęły wychodzić na peron. Wyciągano z wagonów tobołki i rozglądano się za podwodami, które miały odwieźć pleszewian do okolicznych wiosek. Nikt nie spodziewał się, że z przelatujących nad pociągiem samolotów Luftwafe spadną bomby.

Pani Halina mówi, że jej mama ze swoją siostrą i dwoma paniami poszły po bagaż, a dzieci stały na dworcu. Kiedy nadleciały samoloty, mama i ciocia oraz pani Walterowa i Sobańska, schowały się w ubikacji. I tam zginęły. Po nalocie był wielki płacz. Pani Halina pamięta, że ona trafiła do miejscowej szkoły, gdzie ją odnalazła ciocia Janina, która przeżyła nalot i szukała swoich siostrzeńców. Siostra pani Haliny oraz brat trafili do pałacu hrabiny Karoliny Lanckorońskiej. Siostra była ranna. Na początku nikt małej Halince nie mówił, że mama zginęła. Dopiero później się dowiedziała.

W nalocie zginęło ponad 100 osób. Jedne źródła mówią, że było ich 116, inne, że 113, a pani Halinka mówi, że mogło być nawet 134. Miejscowi Polacy pochowali pleszewian we wspólnym grobie na cmentarzu w Komarnie.

Polub nas na FB

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Pleszew. Finał "Muzycznej Strefy na Rynku". Koncert Tomasza ...

Gmina Chocz. Mieszkańcy Kwilenia oddali hołd poległym i bior...

Gmina Czermin. "Poezja i śpiew. Prymas Tysiąclecia i Żegocin...

"W zdrowym ciele zdrowy duch". Festyn z Kołem Gospodyń Wiejs...

Gmina Gołuchów. Moto Kuchary 2021. Charytatywna impreza na r...

Narodowe Czytanie 2021. Gmina Gizałki tradycyjnie przyłączył...

Gmina Czermin. "Niech tam leje, niech tam wieje. Ja się bawi...

Gmina Dobrzyca. Strefa street workout oficjalnie otwarta! Św...

Mobilnych ołtarzy jednak nie będzie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie