Brat zakonnicy wykorzystywał chłopców? Oskarżenie o molestowanie w domu dziecka w Szamotułach. "Kazał doprowadzać siebie do orgazmów"

Justyna Piasecka
Justyna Piasecka
W latach 90., w domu dziecka w Szamotułach miało dochodzić do molestowania dzieci
W latach 90., w domu dziecka w Szamotułach miało dochodzić do molestowania dzieci Placówki Opiekuńczo - Wychowawcze w Szamotułach/Facebook
Mając 5 lat trafił do domu dziecka w Szamotułach. Dziś jako dorosły już mężczyzna, zdecydował się opowiedzieć o dramacie, jaki miał tam przeżyć. - Byłem molestowany przez brata zakonnicy. Dotykał mnie, wkładał język do buzi. Kazał mi się obnażać i doprowadzać go do orgazmów – wspomina były wychowanek.

Sierociniec w Szamotułach prowadzony jest przez siostry franciszkanki. Na początku lat 90., w wieku przedszkolnym trafił tam pan Adam (imię zmienione). Mogłoby się wydawać, że chłopiec będzie miał tam zapewnioną opiekę. Stało się jednak inaczej. 38-latek o dzieciństwie i latach wczesnej młodości chciałby zapomnieć. To co wówczas przeżył, odbiło się na całym jego życiu i po dzień dzisiejszy nie daje mu spokoju.

- Mając 12 lat zostałem wykorzystany seksualnie przez starszego o 5 lat kolegę. To nie był jeden raz, zdarzało się to częściej. Wchodził mi do łóżka, potem byłem bity

– wspomina mężczyzna.

„Kazał się dotykać”

Do domu dziecka, w odwiedziny przyjeżdżał brat jednej z zakonnic, nazywany przez chłopców „wujkiem”. Mężczyzna spędzał czas z dziećmi, był dla nich męskim wzorcem, którego brakowało chłopcom wychowywanym przez franciszkanki.

- Miałem wtedy około 15 lat. Pan S. zdobył moje zaufanie, pewnej nocy wyjawiłem mu, że zostałem wykorzystany seksualnie przez starszego kolegę. Zapytałem, czy pomoże mi go ukarać. Zdziwiła mnie jego rekcja, powiedział, że mam to zostawić, bo to już przeszłość. Myślałem, że mogę mu zaufać, zawiodłem się, bo „wujek” sam zaczął mnie wykorzystywać

– mówi pan Adam.

I dodaje: Kazał mi się rozbierać, sam też się przede mną obnażał. Musiałem go dotykać, wkładał mi język do buzi. Najgorsze było to, że kazał siebie doprowadzać do orgazmów.

Jak twierdzi pan Adam, do takich sytuacji dochodziło przez kilka kolejnych lat. - Spotykałem się z nim, by rozmawiać. Chciałem wiedzieć, dlaczego musi tak być. Wtedy za każdym razem mnie molestował – wskazuje.

Mężczyzna przyznaje po latach, że był zamkniętym dzieckiem.

- On mnie wyczuł, że byłem słaby. Pisałem do niego liściki, że jest moim przyjacielem, że go kocham. Uzależnił mnie od siebie i wykorzystał. Prosił, żebym mu dogadzał. Czułem się z tym ohydnie, ale ulegałem, bo ciągle mnie straszył. Trwało to do 2002 r.

– mówi nasz rozmówca.

Ofiar „wujka” może być więcej

Zdaniem pana Adama wykorzystywanych seksualnie chłopców było więcej.

- W tamtym czasie, w domu dziecka było nas około 30. Wiem, że nie tylko ja byłem ofiarą tego pana. Byli chłopcy, którym robił to samo, co mi. To było oczywiste. Kiedyś leżąc w łóżku przyszedł do mnie kolega i zapytał: „co, byłeś znowu u S., znowu mu zrobiłeś dobrze ręką?”

- wspomina.

Wśród wychowanków mieli być również tacy, którzy nie pozwalali na takie zachowania ze strony mężczyzny.

- Kiedy raz zapytał jednego z chłopaków, czy pójdzie z nim na górę, stanowczo odmówił. Ja nie potrafiłem, byłem zmanipulowany

– dodaje.

Na krawędzi życia

Pan Adam wyszedł z domu dziecka w Szamotułach w 2002 r. Opuszczając mury sierocińca myślał, że odetnie się od przeszłości i rozpocznie nowe, lepsze życie. Tymczasem był to początek kolejnych problemów. Wykorzystywany seksualnie nie potrafił poradzić sobie z traumą, która spowodowała spustoszenie w jego psychice.

- Uzależniłem się od narkotyków, źle się prowadziłem. Próbowałem zapomnieć o tym, co przeżyłem, uciec od wspomnień

– tłumaczy.

Jako młody chłopak znalazł się na krawędzi życia. - Nie radziłem sobie psychicznie. Miałem dwie próby samobójcze. Wszystkie moje problemy wynikają z tego, co spotkało mnie w domu dziecka – wyjaśnia pan Adam.

I dodaje: Siostry też źle nas traktowały, byłem bity i sponiewierany. Zakonnice mówiły o Bogu jednocześnie same źle nas traktowały. Pamiętam, jak siostra zawsze powtarzała: „ze świecą szukać drugiego takiego wujka”.

Wspomnienia z dzieciństwa wciąż dręczyły mężczyznę. Jak mówi, po latach postanowił wyjawić siostrze zakonnej to, co spotkało go ze strony jej brata.

- Nic sobie z tego nie zrobiła. Kiedyś zadzwoniłem również do S., chciałem dowiedzieć się, dlaczego mi to robił. Powiedział wtedy: „Adam, serce, zawsze były z tobą problemy. A co Ci zrobiłem?”, potem od razu się rozłączył. Napisałem też do niego list, nie odpisał

– mówi mężczyzna.

„Molestowania nie było”

Próbowaliśmy skontaktować się z S., niestety bezskutecznie. Porozmawialiśmy za to z jego siostrą, która nadal pracuje w domu dziecka w Szamotułach. Zakonnica kategorycznie zaprzeczyła, by kiedykolwiek dochodziło do wykorzystywania wychowanków przez jej brata.

- Dochodziły kiedyś do mnie takie informacje. Rozmawialiśmy o tym, ale absolutnie nie miało to miejsca, naprawdę. Nie było żadnego molestowania. Mój brat przyjeżdżał do domu dziecka w czasie urlopu. Chciałyśmy dobrze, bo jako mężczyzna, był potrzebny, wychodził razem z chłopcami na spacery. On był dla nich takim wujkiem, kochał te dzieci. Wszyscy mają o nim dobre zdanie, ale znajdą się zawsze jakieś wyjątki. Rozmawiałam o tym z bratem mówił: „Boże kochany, proszę cię, nie przejmuj się, to nie miało miejsca”. On jest teraz bardzo schorowany, ma ponad 80 lat

- mówi siostra zakonna z domu dziecka w Szamotułach.

Walka o sprawiedliwość

Obecnie pan Adam układa sobie życie na nowo. - Ukończyłem liceum dla dorosłych, mam pracę, dziewczynę. Chciałbym rozpocząć studia na AWF, kocham sport. Myślę, by w przyszłości założyć własną rodzinę – mówi.

38-latek domaga się też sprawiedliwości. - Nie mogłem przestać myśleć o tym, co mnie spotkało, wciąż mnie to dręczyło, dlatego w końcu postanowiłem zgłosić sprawę do prokuratury – wyjaśnia.

Jak mówi, w 2014 r. sprawa nie została podjęta, ponieważ uznano, że chce jedynie wyłudzić pieniądze. W 2020 roku spotkał się z zakonnicami, jednak nic z tego miało nie wyniknąć. Tymczasem, jak wynika z dokumentów, w sierpniu ubiegłego roku przełożona prowincjonalna Zgromadzenia Sióstr Franciszkańskich złożyła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, w którym wskazała, że pan Adam miał być wykorzystywany seksualnie przez S. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, stwierdzając, że „nastąpiło przedawnienie karalności przestępstwa”.

Sprawą zajął się mecenas Sławomir Szczęsny, który w maju tego roku złożył do prokuratury wniosek o podjęcie postępowania na nowo. W piśmie wskazał, że przedawnienie sprawy nastąpiłoby dopiero w 2027 r. Do tej pory prokuratura nic w tej sprawie nie zrobiła. - Minęły już dwa miesiące, dowiedzieliśmy się, że wciąż nie mogą znaleźć akt – mówi mecenas Szczęsny.

Kilkukrotnie dzwoniliśmy do prokuratury w Szamotułach, by ustalić, na jakim etapie jest sprawa, niestety nikt nie odebrał telefonu. Pan Adam domaga się sprawiedliwości i zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy. - Chcę, by w końcu odpowiedział za to, co mi zrobił - mówi.

Zobacz też

PSL chce restrykcji dla niezaszczepionych

Wideo

Materiał oryginalny: Brat zakonnicy wykorzystywał chłopców? Oskarżenie o molestowanie w domu dziecka w Szamotułach. "Kazał doprowadzać siebie do orgazmów" - Głos Wielkopolski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie