Przyjaźń w metrykę nie patrzy

Dominik Wójcik
To mógłby być scenariusz świątecznego filmu z happy endem. I kto wie, może kiedyś będzie. Na razie to jak najbardziej prawdziwa historia, Ewy Czarkowskiej i Nataszy Jackiewicz. Dzieli je blisko 70 lat, czyli dwa pokolenia i kawał historii. Łączy przyjaźń, której nie byłoby bez pewnego unijnego przedsięwzięcia.

Na domofonie wybieram numer 15 – ostatni. Już wiem, że czeka mnie wspinaczka na ostatnie piętro. Moja pierwsza myśl – jak starsza pani radzi sobie z pokonywaniem tylu schodów? Po chwili, z głośnika dobiega głos. Przedstawiam się, po czym rozpoczynam wspinaczkę. Ta, dla mnie, szczególnie uciążliwa nie jest. Jednak dla seniorki, pokonywanie czterech pięter każdego dnia, musi stanowić wyzwanie.

Ewa

Jeszcze do końca nie wdrapałem się na czwarte piętro, kiedy drzwi otwierają się. Stoi w nich Ewa Czarkowska. Mimo problemów z poruszaniem się, sama chce mnie przywitać. Pierwsze co zauważam, a raczej wyczuwam, to jej szczera radość.

- Dzień dobry! - krzyczy, kiedy mnie dostrzega, a siła w jej głosie praktycznie unosi mnie nad ostatnimi stopniami. Chwilę później siedzimy w salonie. Dużo tu obrazów i książek.

Pani Ewa siada na rogówce. Na oparciu ustawione są ramki ze zdjęciami, którym przyglądam się z uwagą.

- To spory kawał historii mojej rodziny – rozpoczyna opowieść. - Wie pan, ja jestem z rocznika 1927. W tym roku obchodzę 92 urodziny – uśmiecha się.

- Nie wierzę… - mówię, co pierwsze przychodzi mi na myśl. Naprawdę na tyle nie wygląda. Jestem prawie pewny, że żadna dziewięćdziesięciolatka nie może mieć tyle energii i takiej siły w głosie!

Seniorka znów się śmieje, po chwili ponawia opowieść.
- Miałam 12 lat kiedy zaczęły się wysiedlenia. Całe rodziny wyganiano z Poznania. My też nie wiedzieliśmy co z nami będzie, gdzie trafimy. Wylądowaliśmy w Radomsku, gdzie zostaliśmy do końca wojny. Mieszkańcy bezinteresownie przyjmowali nas pod swój dach. To niezwykłe, jak człowiek potrafi innemu pomóc, kiedy ten znajdzie się w potrzebie – zawiesza głos i patrzy na fotografie.

Opowieść podejmuje po chwili:
- Z nauką też był problem. Przed wojną skończyłam kilka klas podstawówki, potem uczyłam się na tajnych kompletach. Nauczyciele ryzykowali dla nas życiem. Po wojnie, kiedy wróciliśmy z rodziną do Poznania, kontynuowałam naukę. Chodziłam do liceum spółdzielczego, bardzo popularnego w tamtym czasie. Ta szkoła… została też moim pierwszym miejscem pracy! Pracowałam w sekretariacie, później w milicyjnym klubie sportowym i aptece, która dziś już nie istnieje – wspomina.

Przyglądam się kolejnym zdjęciom. Zauważam fotografie z córką i synem. Te wspomnienia sprawiają pani Ewie radość.
- Wyszłam za mąż w 1952 roku. Za chłopaka z którym znałam się od czwartego roku życia! Kiedy na świat przyszła córka, mąż był w wojsku. Później urodził się syn. Byliśmy naprawdę szczęśliwi, chociaż, jak to w życiu, zdarzały nam się i trudniejsze czasy. Ale zawsze dawaliśmy radę, bo trzymaliśmy się razem. Mąż był zapobiegliwy, ciepły i pracowity. Również miał trudne dzieciństwo, dlatego tak bardzo chciał spełnić swoje marzenie – założyć rodzinę i zbudować dom. Jego śmierć, cztery lata temu, była dla mnie wielkim ciosem…

Po raz pierwszy, odkąd zobaczyłem panią Ewę, zauważam, że przygasła. Mimo że od śmierci męża minęło trochę czasu, tęsknota nie zmalała.
- Pierwsze dwa lata byłam w rozsypce. Czułam się samotna, przytłoczona. Siedziałam, wpatrując się w ekran telewizora. Żyłam, ale jakby mnie nie było. Do tego doszły coraz poważniejsze problemy ze zdrowiem, co jeszcze bardziej utrudniało mi codzienne funkcjonowanie.

Natasza

Dyskretnie przysłuchuje się rozmowie, nie wtrąca się i nie przerywa. Ma ciepłe spojrzenie i życzliwy uśmiech. Natasza Jackiewicz do Poznania przyjechała na studia prawnicze. Uczy się zaocznie, łącząc studia z pracą i wolontariatem.
- W Pile, rodzinnym mieście, zawsze starałam się uczestniczyć w zbiórkach i akcjach charytatywnych. Niezależnie od tego, czy miałam więcej, czy mniej wolnego czasu, próbowałam go poświęcić innym. Czułam satysfakcję i radość, mogąc pomagać _– mówi. - _Po przyjeździe do Poznania na jakiś czas musiałam z tym zerwać. Potrzebowałam czasu, żeby odnaleźć się w nowym mieście. Bardzo jednak tęskniłam za dawnym życiem i wolontariatem.

I tak właśnie Natasza trafiła do Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Flandria, zajmującego się między innymi pomocą i szerokim wsparciem udzielanym osobom samotnym i niepełnosprawnym. Wraz ze Stowarzyszeniem Medycyna Polska oraz z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie w Poznaniu realizowało już w tym czasie unijny projekt, polegający m.in. na usługach asystenckich i teleopiece.
- W formularzu zaznaczyłam, że jestem gotowa do opieki zarówno nad dziećmi, jak i nad starszymi osobami. Najpierw współpracowałam z siedmioletnim chłopcem, ale szybko okazało się, że nie nadajemy na tych samych falach. Stowarzyszenie wskazało wtedy panią Ewę, która mieszkała na drugim końcu miasta. Wahałam się, nie byłam pewna czy dam radę pogodzić wszystkie obowiązki, z dojazdami. Jak dobrze, że się wtedy nie poddałam...

Babcia i wnuczka

Opieka – jak nazywa się to oficjalnie, lub przyjaźń – jak wolą nazywać swoją relację obie panie, zaczęła się w 2017 roku. Właśnie wtedy pani Ewa przystąpiła do projektu Stowarzyszenia Flandria, a po kilku miesiącach w jej drzwiach stanęła Natasza.

- Dogadałyśmy się z miejsca. Już pierwszego dnia, dosłownie po kilku minutach, złapałyśmy świetny kontakt. To musiało być jakieś podobieństwo dusz...
- Życzę wszystkim seniorom, żeby mieli takie życie jak ja! – wtrąca pani Ewa, która już od kilku minut chciała coś powiedzieć, ale nie mogła trafić we właściwy moment. - Natasza jest moim aniołem stróżem, największym szczęściem, jakie mogłam teraz otrzymać! Nie spodziewałam się, że na stare lata może mnie spotkać taka radość.

Spoglądam na wolontariuszkę, chyba jest trochę tym wyznaniem onieśmielona.
- To nie jest tak, że tylko ja pomagam pani Ewie, ona również mnie wspiera – mówi. - Jesteśmy w takiej… symbiozie. Faktycznie w tym i tamtym pomogę, ale za to dostaje dużo ciepła, miłości, życiowej mądrości - mówi.
- W końcu jestem twoją babcią!
Teraz to już nic nie rozumiem.
- Proszę o wyjaśnienia! - żądam.
- Jestem raczej nieufna i zdystansowana – przyznaje z powagą pani Ewa. - Musi minąć trochę czasu, nim się do kogoś zbliżę. Nas zbliżył wielki smutek. Pewnego dnia Natasza zadzwoniła, by powiedzieć, że nie przyjedzie, bo zmarła jej babcia. Starałam się ją jakoś pocieszyć. W końcu powiedziałam: masz jeszcze drugą babcię! Odpowiedziała smutno: nie mam. Po chwili dodała: pani będzie moją babcią!__I tak już zostało.

Guzik życia

Natasza odwiedza panią Ewę minimum raz w tygodniu. Zajmuje się między innymi robieniem zakupów, pomaga także w niektórych codziennych czynnościach, które seniorce sprawiają już trudności. W ciągu dwóch lat ich relacja z początkowo formalnej stała się bliska, po prostu przyjacielska i ciepła. Rozmawiają, wspominają, plotkują i… planują. Często się śmieją, a czasem, po prostu milczą. Bo najważniejsza jest wzajemna obecność.

W czasie kiedy pani Ewa jest w domu sama nad jej bezpieczeństwem czuwają pracownicy centrum teleopieki. Jest to możliwe m.in. dzięki opasce, którą seniorka nosi na prawym nadgarstku. Opaska przypomina zegarek. Zamiast tarczy ze wskazówkami, jest tam jednak przycisk. To tzw. guzik życia, specjalne urządzenie, dzięki któremu seniorka w każdej chwili może skontaktować się z działającym nieprzerwanie, 24 godziny na dobę, centrum teleopieki.

Mechanizm i zasady działania urządzenia objaśnia mi Patrycja Basińska – teleasystentka.
- Po włączeniu nadajnika opiekun naszego centrum nawiązuje kontakt z osobą wzywającą pomocy, ustala przyczynę i, jeśli trzeba, powiadamia kolejno: sąsiadów, następnie bliskich, którzy mogą sprawdzić sytuację na miejscu lub, jeśli to konieczne, wezwać odpowiednie służby. Urządzenia, z których korzystamy są bardzo czułe i dają możliwość nasłuchu dźwięków z domu – mówi. - Pomogliśmy bardzo wielu ludziom w najróżniejszych codziennych i niecodziennych sytuacjach, a pomoc zawsze dociera na czas.

W krajach Europy Zachodniej teleopieka to sprawnie działający system wsparcia seniorów i osób niesamodzielnych. W Polsce rozwija się stosunkowo powoli i od niedawna.
- Tymczasem doświadczenie Europy pokazuje, że jest idealnym rozwiązaniem szczególnie dla tych, którzy pomimo złego stanu zdrowia, z różnych przyczyn pozostają bez opieki. Pozwala zadbać o bezpieczeństwo i poprawić komfort ich życia – dodaje Aleksandra Skrzypek, ze Stowarzyszenia Flandria.

Zdjęcie

Czas mojej wizyty dobiega końca. Seniorka nie pozwala mi jednak wyjść, zanim nie zobaczę albumów ze zdjęciami. Te ustawione są jeden obok drugiego, z naklejonymi karteczkami, na których widnieją różne lata. Są daty odległe, ale i współczesne.
- To takie zabezpieczenie – mówi seniorka, gdyby pamięć odmówiła mi posłuszeństwa.

To się jednak nie stanie. Pani Ewa pamięta wszystkie ważne daty ze swojego życia. Co do dnia.
- Niedługo wybieram się do Radomska. Nie byłam tam od wojny! Chcę, na ręce prezydenta miasta, złożyć podziękowanie za to, co w tamtym czasie zrobili dla nas mieszkańcy. Powinni być dumni ze swoich przodków – mówi.
Zakładam kurtkę, chowam aparat, zbieram się do wyjścia. Odprowadzają mnie obie – pani Ewa i Natasza. Żegnamy się długo. Wreszcie wychodzę.
- Niech pan zaczeka! - krzyczy za mną pani Ewa i celuje do mnie aparatem.
- Muszę panu zrobić zdjęcie. Trafi do albumu.

Mam nadzieję, że mój uśmiech dobrze wkomponuje się w setki innych, które pani Ewa umieściła w swoim albumie.
Dominik Wójcik

Zdj. Dominik Wójcik

Reportaż o niezwykłej przyjaźni, która nie patrzy w metrykę został opublikowany w e-magazynie „Nasz Region” (nr 5), który jest bezpłatnie dostępny na stronie www.wrpo.wielkopolskie.pl. Jest to czasopismo, które informuję o zmianach jakie dokonują się w Wielkopolsce dzięki Funduszom Europejskim.

***

Projekt „Usługi społeczne i opieka medyczna dla mieszkańców Poznania” realizowany jest przez Miasto Poznań oraz Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Poznaniu. Celem jest ułatwienie dostępu 1135 mieszkańcom niesamodzielnym lub z niepełnosprawnością, do wysokiej jakości usług społecznych. Wsparcie udzielane jest również 302 opiekunom tych osób. Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Flandria i Medycyna Polska odpowiadają za usługi asystenckie i teleopiekę. W samym 2019 roku pomocą objęto ponad 600 osób.

obrazek

obrazek

[http://www.wrpo.wielkopolskie.pl%3c/a]www.wrpo.wielkopolskie.pl

Linki do profili społecznościowych WRPO 2014+:







Flesz: Wielkanoc on-line. Inaczej nie znaczy gorzej.

Wideo

Materiał oryginalny: Przyjaźń w metrykę nie patrzy - Wielkopolskie Nasze Miasto

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3