Misja Grecja 2021. Pleszewscy strażacy w greckim piekle. Jak przebiegała walka z żywiołem?

Damian Cieślak
Damian Cieślak
Zespół Prasowy KG PSP, archiwum Komendy Powiatowej PSP w Pleszewie
Grecja - turystyczny raj w tegoroczne lato zamienił się w prawdziwe piekło. Wszystko przez szalejące pożary, które strawiły dorobek wielu mieszkańców. Pomocy państwu położonemu w południowo-wschodniej części Europy udzieliło w sumie 26 krajów. W tym gronie znalazła się Polska. W misji, w dwóch turach, wzięło udział 286 strażaków. Wśród nich znalazło się 10 funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Pleszewie.

W drogę

Na początku sierpnia 2021 roku w związku z pożarami lasów w Grecji, poprzez ERCC (Emergency Response Coordination Centre) Polska otrzymała informację o zapotrzebowaniu na pomoc ratowniczą w postaci modułów GFFFV, czyli modułów do gaszenia pożarów lasów z ziemi z użyciem pojazdów. W odpowiedzi na prośbę Grecji, nasz kraj skierował do walki z ogniem dwa moduły z Wrocławia i Poznania. W sumie 143 ratowników i 46 pojazdów (samochody gaśnicze, specjalne, dowodzenia oraz łączności, kontenery, quady, busy, autobusy, przyczepy). W drogę wyruszyło także 5 strażaków z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Pleszewie.

- W piątek, 6 sierpnia, około godziny 21.00 dowiedziałem się, że o 5.00 rano mam być w jednostce. Spakowałem się, pożegnałem z rodziną i w drogę - opowiada asp. Michał Wardęcki, dowódca pierwszej zmiany pleszewskiego zastępu. - Czasu na przygotowanie się nie było dużo, jednak każdy strażak będący częścią poznańskiego, specjalistycznego modułu do gaszenia pożarów lasów jest świadomy, że taka sytuacja może się zdarzyć - dodaje. - Ten rok był trudny. Pożary szalały we Włoszech, w Turcji i Grecji. Każdy z nas miał z tyłu głowy, że możemy zostać wysłani na zagraniczną misję i tak się stało - uzupełnia - st. str. Jakub Ogrodowicz.

Z Pleszewa wyruszyli w sobotę o 5.00 w 5-osobowym składzie. Oprócz wspomnianej dwójki, do Grecji pojechali także: asp. Jacek Nowak, asp. Damian Sienkowski i st. str. Damian Talaga. Pierwsza zbiórka w Lesznie. Kolejny przystanek we Wrocławiu, gdzie do wielkopolskiego dołączył moduł dolnośląski. Następnie Knurów i podróż przez Europę: Czechy, Słowacja, Węgry, Serbia, Bułgaria i wreszcie Grecja.

Na wyspie Evia

Polski konwój został skierowany na wyspę Evia, z której ewakuowano kilka tysięcy osób. Tam sytuacja była najtrudniejsza, a greccy ratownicy krańcowo zmęczeni. Co prawda główny front pożarów został już powstrzymany, ale do wykonania była ciężka i żmudna praca, czyli dogaszanie. - Temperatura powietrza była bardzo wysoka, wiał silny wiatr, więc cały czas istniało zagrożenie, że pożar znów się rozwinie. Chodziliśmy z hydronetkami plecakowymi, które z wodą ważą około 25 kg i z takimi większymi motykami służącymi do przegarniania zarzewi ognia. Do tego dochodził monitoring terenu - opowiada asp. Michał Wardęcki.

Działania były prowadzone od wczesnych godzin rannych do późnych wieczornych. Po 6-8 godzinach następowała wymiana ratowników. Jedni wracali do bazy, drudzy ruszali do akcji. Cały czas coś się działo, a klimat dawał się we znaki. - Trudno byłoby wytrzymać 12 godzin pracy bez przerwy. Już sama temperatura dochodząca czy nawet przekraczająca 40 stopni Celsjusza była dla nas przeszkodą. A gdy wchodziliśmy do lasu, w którym wcześniej się paliło, to było jeszcze gorzej. Do tego dochodził trudny, górzysty i skalisty teren oraz ciężki sprzęt, który nosiliśmy - podkreśla dowódca pierwszej zmiany pleszewskiego zastępu.

Baza w dwie godziny

Po zakończeniu zmiany, następował powrót do bazy. A tę polscy strażacy rozbili na starym boisku, tuż przy plaży. - Uwinęliśmy się ze wszystkim w dwie godziny. Grecy byli zszokowani, że w tak krótkim czasie stworzyliśmy bazę z noclegiem, stołówką, itd. - mówi Jakub Ogrodowicz. Moduł GFFFV jest w taki sposób zbudowany, aby przez dwa tygodnie był samowystarczalny. - Nie potrzebujemy żadnej pomocy z państwa, do którego jedziemy. Mamy swoje jedzenie, toalety czy prysznice - podkreśla Michał Wardęcki.

Jeszcze nie do domu

Wg pierwotnego planu 17 sierpnia polscy strażacy mieli ruszyć w drogę powrotną. Dzień wcześniej wszystko było już niemal gotowe. Sprzęt sprawdzony, torby spakowane. Zamiast do kraju, ratownicy zostali jednak przeniesieni w okolice Aten, gdzie wybuchły kolejne pożary. - Otrzymaliśmy informację, że za 15 minut mamy być gotowi do drogi. Okazało się, że nie jedziemy do domu, tylko że zostaliśmy skierowani do dalszej akcji, w innym rejonie Grecji. To był trudny moment zwłaszcza dla naszych rodzin, które cały czas o nas drżały. Wydawało się, że za 4 dni będziemy w kraju, a tymczasem musieliśmy kontynuować misję. Po dotarciu na miejsce od razu wchodziliśmy do akcji. Tutaj już był potężny ogień, nie było przelewek - opowiada Michał Wardęcki.

Pleszewski zastęp został skierowany do plutonu, który miał zrobić pas przeciwpożarowy przed miejscowością Vilia Attika i jednocześnie przed polską bazą operacji, która tym razem znajdowała się w starej szkole pożarniczej przechodzącej akurat totalny remont. - Chcieliśmy się sprawdzić, więc byliśmy nieco rozczarowani, że na wyspie ominął nas największy ogień. Tutaj było już inaczej. Działaliśmy na 100%. Pożar był ogromny, a zagrożenie dla miasta bardzo duże. Mogliśmy pokazać naszą siłę - podkreśla Jakub Ogrodowicz.

W greckim piekle

- Gdy docieraliśmy do miejsca, w którym był front pożaru, zadymienie było olbrzymie, wszędzie nagle robiło się czerwono, oczy szczypały, musieliśmy mieć założone okulary, maski. Koledzy mówili, że jest jak w piekle - opowiada Michał Wardęcki. Intensywna praca naszych strażaków przyniosła efekt. Miasteczko udało się obronić.

Grecy byli zaskoczeni taktyką, jaką zastosowaliśmy. W kraju budujemy magistralę i czekamy jak przyjdzie front pożaru, ale już przez dłuższy czas linia obrony jest zlewana wodą, po to, by ogień nie trafił na suchy obszar. Tam takiej taktyki nie mogliśmy zastosować ze względu na problemy z zaopatrzeniem w wodę i charakterystykę terenu. Ogień podchodził coraz bliżej. Był 10 metrów przed nami. Drzewa, krzewy się paliły. Grecy już chcieli działać, lać wodę, ale nasz dowódca kazał wyczekać. Dopiero, gdy pożar był na wyciągnięcie ręki, zaczynaliśmy zlewać teren wodą. Musieliśmy pilnować, żeby ogień "nie przeskoczył” na drugą stronę, ale też rozsądnie gospodarować wodą, bo za chwilę mogliśmy jechać 2-3 km dalej. Grecy byli zaskoczeni, a jednocześnie byli pod wrażeniem naszego opanowania, choć niektórzy nazywali nas szaleńcami - opowiada Jakub Ogrodowicz.

To był bardzo intensywny dzień dla naszych strażaków. Linia obrony miała 3-4 km. Pożar był nieprzewidywalny. Silny wiatr zmieniał jego kierunek. Strażacy musieli przemieszczać się z jednego miejsca na drugie. Adrenalina była duża, stawka też, podobnie satysfakcja z wykonanego zadania. Poza miasteczkiem polscy strażacy musieli bronić również znajdujące się w okolicy tereny rządowe.

Zmiana

Od trzech dni pożar był pod kontrolą strażaków. Samoloty zakończyły pracę, trwało dogaszanie. Polski moduł gaśniczy przygotowywał się do wymiany ratowników. W poniedziałek o 16.00 pierwsza zmiana miała wracać do kraju. 4 godziny wcześniej w bazie nastąpiło duże poruszenie. - Gdy spojrzałem przez okno, nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Całe wzgórze się paliło, momentalnie zrobiło się pomarańczowo - opowiada Jakub Ogrodowicz. Spakowany sprzęt znów trzeba było wyciągnąć z torby i brać się do pracy. Pożar miał już kilka frontów, które udało się naszym strażakom skutecznie powstrzymać.

23 sierpnia późnym wieczorem samolot z pierwszą zmianą na pokładzie wylądował w Warszawie. W tym czasie w Grecji działa już druga zmiana. W składzie pleszewskiego zastępu znaleźli się: asp. sztab. Zbigniew Kostrzewski, asp. Krzysztof Kieliszewski, mł. asp. Grzegorz Wawrzyniak, mł. ogn. Artur Jakóbczak i mł. ogn. Mateusz Grabarek. - W niedzielę, 22 sierpnia, o 18.00 wyjeżdżaliśmy z pleszewskiej Komendy. Zgrupowanie modułu wielkopolskiego było w Poznaniu. Stamtąd udaliśmy się do Warszawy. Ze stolicy o 9.00 wylecieliśmy do Grecji - mówi Zbigniew Kostrzewski. Strażak podkreśla specyfikę miejscowego terenu. - U nas w lasach są dukty, pasy i zbiorniki przeciwpożarowe. W Grecji czegoś takiego nie ma. Ostatnie opady były w kwietniu. Ziemia była sucha jak popiół. Miejscowi strażacy mówili, że taka susza ostatni raz wystąpiła w 1987 roku.

Po dotarciu na miejsce moduł podzielono na dwie grupy. - Część z nas została w bazie i sprawdzała sprzęt, a część skierowano do działań. Pierwszy dzień to były intensywne pożary, a później nasze prace polegały na dogaszaniu. Zabieraliśmy hydronetki, piły, i działaliśmy w trudnym, górzystym terenie - opowiada Grzegorz Wawrzyniak, dowódca drugiego pleszewskiego zastępu, który - podobnie jak Jacek Nowak - był również 3 lata temu na misji w Szwecji.

System pracy był dwuzmianowy, 12-godzinny. W dzień dogaszanie, w nocy monitoring i pilnowanie odcinków bojowych - tak mijały kolejne doby. Wreszcie 28 sierpnia zakończyły się działania gaśnicze. Dzień później konwój ruszył w drogę powrotną do kraju.

Witajcie w domu

1 września 2021 roku kilka minut po godzinie 9:30, moduł do gaszenia pożarów lasów z ziemi z użyciem pojazdów przekroczył polską granicę i skierował się w kierunku Katowic, gdzie na terenie Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 został przywitany przez Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej nadbyg. Andrzeja Bartkowiaka.

- Dzisiaj mamy wyjątkowy dzień. Z dwóch powodów. 82 lata temu Polska miała swoich bohaterów. Po 82 latach ma kolejnych - to wy nimi jesteście. To była dla nas pierwsza tak duża akcja. Wielkie wyzwanie logistyczne i ratownicze. Od lat nie mieliśmy kontaktu z tak wielkimi pożarami jak te. Nie wystraszyliście się ich, nawet kiedy tubylcom brakowało już sił. Zawsze byliście na miejscu, broniliście miast, wysp i pojedynczych domów - podkreślał Andrzej Bartkowiak.

Komendant dziękując wszystkim strażakom biorącym udział w misji, podkreślił wysoki stopień skomplikowania logistyki oraz prowadzonych działań. Wdzięczni byli również sami Grecy. Zwykli ludzie dowozili naszym strażakom zimną wodę, owoce czy ciepły posiłek. - Zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci, a po tym, gdy obroniliśmy miasteczko ich troska o nas jeszcze wzrosła - opowiada Michał Wardęcki.

W skład modułu wchodziły komponenty z Wielkopolski oraz Dolnego Śląska, komponent łączności z KW PSP Kraków oraz logistyczny z KM PSP Warszawa. Łącznie w misji, w dwóch turach, brało udział 286 strażaków (po 143 ratowników) oraz 46 pojazdów. Powrót drugiej tury strażaków oficjalnie zakończył 25-dniową misję pomocy Grekom w walce w pożarami lasów.

Doświadczenie i satysfakcja

Dla pleszewskich strażaków pobyt w Grecji był cennym doświadczeniem, dał możliwość działania w innym terenie, innym klimacie. - Wiedziałem z czym się będziemy mierzyć, po co tam jedziemy. Jesteśmy dobrze wyszkoleni w tym kierunku. Wszystko poszło dobrze. Mieliśmy też okazję do wymiany doświadczeń ze strażakami z Grecji czy Rumunii - mówi Mateusz Grabarek. - Specyfika terenu jest zupełnie inna niż u nas. Cały czas musieliśmy zachowywać koncentrację. Jeden zły ruch w górach mógł skutkować skręceniem nogi - podkreśla Zbigniew Kostrzewski. - Teren i temperatury dały nam popalić. Nie wszędzie mogliśmy dojechać samochodem. Trzeba było brać sprzęt na siebie i iść pod górę przy 40 stopniach Celsjusza - opowiada Damian Talaga. - Z każdej misji człowiek przyjeżdża zmęczony, ale później jest satysfakcja, że udało się pomóc - kończy Grzegorz Wawrzyniak.

Polub nas na FB

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Pleszewscy strażacy opowiadają o dwutygodniowej walce z poża...

V Wojewódzkie Zawody Sportowo-Pożarnicze w Pleszewie

50 lat po szkole! Absolwenci technikum zjechali z całej Pols...

Pleszew. Extrem Cascaders Team. Najlepsi kaskaderzy i ich wi...

"Pracujemy za dużo i nikt nas nie szanuje". Ratownicy medyczni w Białym Miasteczku

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie