Kiedy w latach 90. pierwszy raz przeglądałem bogate archiwum Ilustracji Polskiej z 1932 roku zauważyłem, że gwiazdą kilku ówczesnych wydań był Kazimierz Nowak.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Kiedy w latach 90. pierwszy raz przeglądałem bogate archiwum Ilustracji Polskiej z 1932 roku zauważyłem, że gwiazdą kilku ówczesnych wydań był Kazimierz Nowak. To był przyczynek do tego, by odkryć poznańskiego podróżnika po latach.

Efekt był, bo po publikacjach w „Expressie Poznańskim” i „Gazecie Poznańskiej” odkryli go również inni i dziś ów Nowak, co to przemierzył Afrykę na rowerze, ma już w Poznaniu swoje miejsce, swoją tablicę pamiątkową i książkę o podróży. Ostatnio znów poszperałem w zszywkach sprzed lat i trafiłem na kolejny rodzynek, bowiem objawił mi się kolejny poznaniak – tym razem delegowany przez Uniwersytet Poznański do zbadania nieznanych krajów dalekiej Arabii.

Tajemnicze miasta Hadramutu obrał sobie za cel student Jan Pomorski. Miasta położone w niedostępnej dla białego człowieka arabskiej krainie w południowej części półwyspu. Miał jednak zadanie ułatwione, bowiem do Arabii trafił dzięki zaproszeniu sułatana Mokalli i Szechru; Omara bin Awad All Kaeti. I całe szczęście, bo jak pisał Pomorski w swej korespondencji – wielu przed nim próbowało i tyleż kości do dziś bieli się w pias-kach pustyni.

– Do Mokalli wypłynąłem z Adenu z jednodniowym opóźnieniem spowodowanym ładowaniem bagaży sułtana – pisał. – Na zawalonym setkami skrzyń pokładzie cisnął się ogromny tłum Arabów. Zapakowawszy co moje poszedłem na górny pokład należący całkowicie do pana Mokalli i Szechru, który w swej łaskawości połowę przeznaczył dla mnie. Z podziwem patrzyłem na załadunek rzeczy, które miały starczyć na kilka lat. Jeden ze statków wiózł np. 14 samochodów i kilka ciężarówek. Tylko czekałem na samoloty...

Ech, musiała to być podróż pełna luksusowych przeżyć. I pewnie była, bo jak pisał Pomorski, zdarzało mu się zwiedzać pałace, w których remont jednej komnaty kosztował 100 tysięcy dolarów (ówczesny kurs złotego to 2,20 zł), a budowa złotej komnaty haremowej trwała kilka lat. Znudzony beztroskim życiem uprosił sułtana o glejt na podróż po kraju.
No i zaczęło się. W dzień 55 stopni na plusie. W nocy poniżej zera. Wielbłądy miały to w nosie, ale poznańczyk był w szoku. W jeszcze większym, gdy na karawanę napadli beduini, którzy opanowali drogę wiodącą do pustynnego miasta Terim. Oj, świszczały kule, świszczały, ale nasz podróżnik dał radę. Był świadkiem walk wojsk sułtańskich z beduinami, a gdy w końcu dotarł do Terimu, ze zdziwieniem skonstatował, że było to miasto bogaczy, w którym rządy wiodła dynastia Al Kaff’ów.

Kolejne miasta wzbudzały podziw i grozę. W drodze został zakładnikiem i musiano za niego zapłacić okup. Dotarł też do Sejunu i Szibamu. W tym ostatnim trafił na „niebotyki” sięgające 12. piętra, czym zaprzeczył, że to Amerykanie wymyślili drapacze chmur.

Pomorski przywiózł z wyprawy sporo eksponatów. Jednym z celów były też nagrania śpiewów pustynnych plemion. Co stało się z dorobkiem podróżnika i co dalej działo się ze studentem Janem Pomorskim? Może pomogą czytelnicy. O informacje proszę na adres k.smura@glos.com.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!