Jutro słonie Ninio i Yzik zagrają na trąbach setkom poznaniaków i można śmiało stwierdzić, że po latach przerwy słoń znów wystąpi publicznie w zoo. W zasadzie nie wiadomo kiedy w stolicy Wielkopolski pojawił się ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Jutro słonie Ninio i Yzik zagrają na trąbach setkom poznaniaków i można śmiało stwierdzić, że po latach przerwy słoń znów wystąpi publicznie w zoo.

W zasadzie nie wiadomo kiedy w stolicy Wielkopolski pojawił się pierwszy zwierzak tego gatunku. Trudno uwierzyć, ze Ibrahim Ibn Jakub piszący o Mieszka stolicy przygnał do niej na grzbiecie elefanta. Na pewno jednak w połowie XIX wieku na Placu Sapiehy – dziś Wielkopolskim – zaczęły pojawiać się trupy cyrkowe, a z nimi zwierzęta znane tylko z opowiadań.

Przerażenie wzbudził jeden ze zwierzyńców pokazujący słonie za opłatą. „Dziennik” z 1877 roku odnotował list przerażonego poznańczyka, który był świadkiem tzw. trąbienia. „Od tej pory kiedy widzę słonia, biorę nogi za pas. Dwa słonie to dla mnie dramat” – pisał nadwrażliwy czytelnik popularnej poznańskiej gazety.

I miał gość rację. Potwierdzają to wydarzenia z 1913 roku. Wtedy to na placu Liwoniusza – gdzie dzisiaj jest wątpliwej urody Dworzec PKS – namiot ustawiła trupa cyrkowa niejakiego Sarrasaniego. Artyści zamierzali zaprezentować poznańskiej publice pokaz z udziałem słoni indyjskich. Wśród stadka, które zamieszkało za sporym ogrodzeniem był i „Mały Cohn” – zwany tak na przekór swemu wzrostowi. Odznaczał się on niesfornym charakterem, był złośliwy i przez to załoga cyrku za nim nie przepadała.

21 maja, tuż po wieczornym przedstawieniu, Mały Cohn zwariował. Wyleciał jak oparzony z namiotu, w którym trwało przedstawienie dla poznaniaków i pokłusował w stronę pobliskiego dworca towarowego. Wpadł do magazynów i zaczął niszczyć i tratować. Wezwana na pomoc obsługa nie mogła długo sobie z nim poradzić i pomogło dopiero kilka strzałów oddanych z rewolweru przez dyrektora cyrku. Jedna z kul uszkodziła Cohnowi tętnice i ranne zwierzę tamując trąbą krwotok... wróciło do swego boksu.

Po tym wydarzeniu cyrk nie chciał już Cohna. Chciało go poznańskie zoo, w którym został partnerem niejakiej Dory.

Z tej mąki chleba nie będzie – mówiła mi babcia. I fakt. Dora była już leciwa w latach, więc o potomstwie nie mogło być mowy. Największy ze słoni indyjskich, jakie kiedykolwiek prezentowano ogrodach zoologicznych, zdechł w 1924 roku. Zastąpiła go niejaka Nelly, o której niewiele wiemy. Staruszka Dora towarzyszyła jej do 1928 roku, po czym i ona powędrowała śladami Cohna. Partnera nie miała, więc i o dzieciach mogła pomarzyć.

Najbardziej znanym przedstawicielem słoniowego gatunku w Poznaniu była Kinga. Słonica z Indochin przybyła do Polski w 1955 roku na pokładzie statku Puck. Od początku wzbudziła sympatie poznaniaków. Jej pierwszy pokaz zobaczyło 15 tysięcy widzów. Redakcja „Gazety Poznańskiej” rozpisała konkurs na imię dla słonicy. Na adres gazety przyszło 250 tysięcy kuponów. Wygrała Kinga. Partnera nie miała. Zdechła w 2003 roku.

Jutro Yzik i Ninio zagrają poznaniakom na trąbach, ale póki co z tej mąki chleba nie będzie... tak przynajmniej mówiła moja babcia i radny Michał Grześ.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!