KONTROWERSJE > Przedsiębiorca budowlany z Zielonej Góry twierdzi, że dawał łapówki szefom Wojskowego Zakładu Remontowo-Budowlanego w Krotoszynie. Sprawa dotyczy lat 90.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
KONTROWERSJE > Przedsiębiorca budowlany z Zielonej Góry twierdzi, że dawał łapówki szefom
Wojskowego Zakładu Remontowo-Budowlanego w Krotoszynie. Sprawa dotyczy lat 90., obecnie badana jest przez Prokuraturę Wojskową w Poznaniu.

Leszek Serba, przedsiębiorca budowlany z Zielonej Góry, twierdzi, że przez kilkanaście lat dawał łapówki mundurowym z Lubuskiego i Wielkopolski. Uważa on, że prawie każdy większy przetarg w wojsku jest ustawiony. W jego korupcyjnym życiorysie jest też wątek krotoszyński.
Prace na zlecenie Wojskowego Zakładu Remontowo-Budowlanego w Krotoszynie Serba zaczął wykonywać na początku lat 90.

- Inspektor nadzoru robót elektrycznych w byłym WRZKB (Wojskowym Remontowym Zakładzie Kwaterunkowo-Budowlanym w Zielonej Górze – przyp. aut.) wprowadził mnie w rzeszę podmiotów, które za „upominki” zapraszano do ustawianych przetargów i wykonywania robót na rzecz wojska – tak Leszek Serba pisze na forum strony www.krotoszyn.naszemiasto.pl. – Osobiście poznał mnie z Andrzejem Burdziukiem i Jasiem Powązkim, tj. przedstawił mnie dyrektorom WRZB w Krotoszynie.

- Od WRZB w Krotoszynie otrzymałem zlecenie wykonania remontu rur w kanałach ciepłowniczych na terenie Jednostki Wojskowej w Świetoszowie (dolnośląskie). Inwestorem tego remontu było WRZKB obecne RZI (Rejonowy Zadząd Infrastruktury), a generalnym wykonawcą było WRZB Krotoszyn, które na naszej pracy oficjalnie zarobiło nie mniej jak 20 proc. (marża), a w formie „upominków” kolejne ok. 5 proc. wartości remontu. Doskonale pamiętam, że po tym jak wykonaliśmy remont kanałów i WRZB Krotoszyn od RZI dostał całą zapłatę, to wiele miesięcy „walczyłem” o naszą należność – wielokrotnie zmuszano mnie, „jeżeli chcesz część pieniędzy to osobiście musisz po nie przyjechać” – wielokrotnie pokonywałem trasę ok. 200 km, aby pokwitować przyjęcie gotówki np. 10 000 zł, a tak naprawdę otrzymywałem tylko 9 500 zł, bo 500 zł pozostawiałem jako „upominek bez pokwitowania” – pisze dalej Serba.

Zielonogórski przedsiębiorca postanowił zerwać z korupcją, ponieważ praca na takich warunkach po prostu przestała być opłacalna. Nie chciał dłużej tkwić w chorym układzie, w którym najpierw trzeba dużo dać, żeby cokolwiek dostać. Całą historię przedstawił w połowie roku 2007 w poznańskiej prokuraturze wojskowej. W późniejszej rozmowie z dziennikarzem „Głosu Wielkopolskiego” Serba wymienił kilka nazwisk związanych z zakładem w Krotoszynie. Zdecydowanie oskarża osoby na stanowiskach kierowniczych i związanych z księgowością, na innych – jak twierdzi – nie ma twardych dowodów.

Wątek korupcji w Krotoszynie jest obecnie wyjaśniany przez poznańską prokuraturę. Osobom zamieszanym w ustawianie przetargów prawdopodobnie już niebawem zostaną postawione zarzuty.
- Na tym etapie postępowania nie można ujawnić żadnych szczegółów – wyjaśnia pułkownik Mikołaj Przybył, prokurator Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Chociaż zarzuty Leszka Serby dotyczą spraw sprzed kilkunastu lat, poruszyły obecne kierownictwo WZRB w Krotoszynie.
- Zarzuty te są absurdalne, zwłaszcza owa 20-procentowa „marża”. Załóżmy że robota warta była 100 tys. złotych, a on dawał 20 procent marży, to od razu był stratny. A robotę trzeba było przecież zrobić – twierdzi Ryszard Ostałowski, od 40 lat odpowiadający za finanse krotoszyńskiego zakładu.
- W kwestii rzekomej korupcji w naszym zakładzie niewiele mam do powiedzenia. Ten pan był jedynie podwykonawcą, pracował w terenie i przyznam, że nawet go nie pamiętam – wyjaśnia Ostałowski. – Osoby wymienione przez niego w Internecie już dawno tu nie pracują. Ja – owszem, pracuję tu jako księgowy od wielu lat. Ale za co taka osoba dawałaby pieniądze księgowemu? Za to, że zapłacił za wykonaną robotę? Zgodnie z przepisami do mnie trafiają faktury akceptowane przez kierownika budowy i kierownictwo zakładu, i moim obowiązkiem jest płacić w terminie wszystkie należności.

Nie tylko Ryszard Ostałowski z Krotoszyna zastanawia się, jak dalej potoczy się sprawa korupcji w wojsku. Serba wymienia bowiem wiele wątków. On sam decydując się na ujawnienie korupcji liczył na to, że albo dostanie status świadka koronnego, zmieni nazwisko i rozpocznie nowe życie, albo winni zostaną szybko ukarani a on znowu zacznie pracować w branży, tym razem na uczciwych zasadach. Stało się jednak inaczej.

- Był jednym z beneficjentów układu. Mogliśmy mu więc zaproponować instytucję „małego świadka koronnego”, polegającą na nadzwyczajnym złagodzeniu kary. I tak właśnie postąpiliśmy. Na więcej nie pozwalały przepisy – wyjaśnia prokurator M. Przybył.

W branży budowlanej Serba jest spalony. Zawiedziony postawą wymiaru sprawiedliwości szuka innych dróg, prosi o „życie” dla żony i dzieci. Stąd jego kontakty z dziennikarzami i spory wywód zamieszczony w Internecie.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!