Po jednym z kolejnych tekstów w „Polsce Głosie Wielkopolskim” o konieczności przywrócenia życia na Warcie znów zawrzało wśród naszych czytelników i internautów.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Po jednym z kolejnych tekstów w „Polsce Głosie Wielkopolskim” o konieczności przywrócenia życia na Warcie znów zawrzało wśród naszych czytelników i internautów. Miasto nie bardzo się spieszy, aby zagospodarować marine na Chwaliszewie. Dlaczego? Bo to kłopot jest – powiedziałby Bogusław Linda. Dzisiejsi poznaniacy określają ten urzędniczy bajzel bardziej dosadnie. Ci starsi wspominają czas, gdy Poznań był wielkopolską Wenecją. Kanały były. Statki pływały. Ryby też były zdrowsze. A dziś? Jest problem, żeby Jagienkę spuścić na wodę i spuszcza się ją – na drzewo. A przecież...

W roku 1903 wydano miliony marek by utworzyć w Poznaniu port jak sie patrzy. Port z niemal kilometrowej długości nabrzeżem. Od tzw. tamy Garbarskiej po ulicę Szyperską. Żuraw gonił żurawia, a berlinka – rodzaj barki – spływała za berlinką. W pewnym okresie zdolność przeładunkowa poznańskiego portu sięgała 300 ton na metr kwadratowy powierzchni.
Powiecie – Eee to inny czas był. A pewnie. – I ludzie częściej wychodzili z domu. Też jasne. – Kompów nie było. Taaa. I co jeszcze? Kryzys?

Jasne że kryzys, tylko że w czasie, gdy miastem rządził Cyryl Ratajski potrafiono zaradzić kryzysowi po kilkakroć gorszemu. Zorganizowano prace publiczne, pogłębiono koryto, zelektryfikowano przeładownię, wybudowano parowozownię i ulepszono dojazd pociągów towarowych, wymieniając podkłady na długości 5 kilometrów. I to wszystko w warunkach tworzącej się państwowości, po zaborze zrujnowanym przez wojnę.

Na efekty nie czekano w nieskończoność. Jeśli w 1921 roku port obsłużył tylko dwie barki, to sześć lat później tych barek było już 500. Do ostatniego funta wykorzystano w 1926 roku strajk w Anglii i każdego dnia polskim węglem wypełniano po kilkadziesiąt barek i spływano nimi do Odry i morza. W tym czasie przy nabrzeżach portowych Poznania cumowało na stałe po kilkadziesiąt barek i statków.

Te wszystkie posunięcia znalazły uznanie u zachodnich kontrahentów i w nagrodę Poznań przystąpił do Międzynarodowego Związku Kongresów Żeglugi w Brukseli.

No więc szlag mnie trafia, gdy śledzę od lat poczynania władz wobec niewielkiego zakątka opodal ulicy Szyperskiej. Ostatniej ocalałej części starego koryta Warty. Śledzę i nie widzę żadnych efektów poza jakimś „szklakiem”, stojącym na nabrzeżu, na którego wybudowanie nie wiem kto dał pozwolenie. Ale o gustach się nie dyskutuje.

Na koniec opinia z portalu poznan.naszemiasto.pl dotycząca zagospodarowania mariny na Chwaliszewie.

– Tysiące wodniaków z Europy grzeje silniki, by do nas przypłynąć i zwiedzać piękny Poznań i Wielkopolskę. Warunek jest jeden. Porty i przystanie w odpowiednim standardzie – miejsca do cumowania, prąd i woda na kei, zaplecze sanitarne i gastronomiczne, położenie blisko centrum miasta. Dla urzędników dobra rada: Jak nie pomagasz, to nie przeszkadzaj – pisze Pyrlandczyk. Ja się z nim zgadzam. A wy?

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!