Nie może wyjśćsama z dziećmi na spacer, bo na inwalidzkim wózku nie pokona kilkunastu schodów. Karolina Pyszkowska - Stróżyk - matka dwojga dzieci. Do szczęścia potrzebne jest jej tylko mieszkanie na parterze.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Nie może wyjśćsama z dziećmi na spacer, bo na inwalidzkim wózku nie pokona kilkunastu schodów. Karolina Pyszkowska - Stróżyk - matka dwojga dzieci. Do szczęścia potrzebne jest jej tylko mieszkanie na parterze.

Michał jest moimi nogami, ja jego głową – mówi o swoim mężu Karolina Pyszkowska – Stróżyk – matka dwuletniej Zosi i miesięcznego Woj-tusia.
Urodziwa, zadbana brunetka siedzi w inwalidzkim wózku, w jej objęciach drzemie synek, przy mamie kręci się mała blondyneczka bardzo podobna do babci Bożenki. Cały czas pyta - ,,mama, a cio to’’. Karolina spokojnie i z uśmiechem odpowiada na pytania córeczki, która biega, wozi lalkę w wózku, potem przytula ją tak samo, jak mama małego braciszka.
Do mieszkania, które zajmują razem z rodzicami Karoliny, prowadzi kilkanaście stromych schodów. Przed wejściem do amfilado-wo położonych pomieszczeń, jest łazienka z bardzo wysokim progiem.

Nie otworzy drzwi z poziomu wózka
– Dla inwalidzkiego wózka Karoliny, to przeszkoda nie do pokonania. Kiedy męża albo któregoś z rodziców nie ma w domu, do toalety Karolina nie dostanie się. Czasem musi wytrzymać od szóstej rano do czternastej, piętnastej po południu.
Tyle czasu spędza sama z dziećmi, towarzyszy jej piesek Duduś, który na widok obcej osoby, szczeka tak głośno, że trudno rozmawiać. Potem się oswaja. – Dobrze, że szczeka, wyczuwa obcego – mówi Karolina. Kiedy jest w domu sama z dziećmi, mieszkanie jest zamknięte. Z poziomu wózka nie zdoła ani drzwi otworzyć ani zamknąć.
Nie wezwie też lekarza do dziecka. – Kiedyś Zosia dostała nagle bardzo wysokiej temperatury. Byłam sama w domu, dzwonię na pogotowie i słyszę, że mam przyjechać z dzieckiem. Tłumaczę, że nie mogę bo jeżdżę na wózku, to mówią, żeby wezwać lekarza rodzinnego. Na szczęście mąż wrócił z pracy i pojechaliśmy do lekarza – mówi Karolina.

Mąż znosi dwa wózki, żonę i dzieci
Urodziła się 27 lat temu z rozszczepem kręgosłupa. Ma niesprawne nogi. Kiedy była młodsza, poruszała się o kulach, teraz po dwóch ciążach ręce i nogi jej osłabły. Po stromych schodach znosi Karolinę mąż Michał. – Wyjście na spacer to cała wyprawa – opowiada. Najpierw Michał znosi jej wózek (16 kg), potem ją (76 kg), potem wózek z Wojtusiem, na końcu małą Zosię. Kiedy wracają ze spaceru, Michał musi całą rodzinę po kolei wnieść do mieszkania. – Gdybyśmy mieszkali na parterze, mogłabym z dziećmi wychodzić sama, a tak jesteśmy przez kilkanaście godzin uwięzieni – mówi młoda matka. Marzy o większym mieszkaniu dla całej rodziny, bo rodziców wzięliby z sobą.
– Sami się nie utrzymamy, dobrze nam się razem żyje, mąż jest łagodnego usposobienia, dogaduje się z moimi rodzicami - dodaje.

Becikowe przeszkodą do mieszkania
Tłumaczy, że starali się o mieszkanie socjalne jeszcze przed narodzeniem Wojtusia,, ale okazało się, że … mają za duże dochody, ona ma 504 zł renty, on we Florentynie zarabia niecałe 900 zł. Tymczasem aby w Pleszewie załapać się na mieszkanie socjalne trzeba wykazać się miesięcznym dochodem nie przekraczającym 506 zł brutto na osobę. Teraz, kiedy rodzina się powiększyła może mają szansę, ale później, bo dostali becikowe. Ono też jest doliczane do dochodu.

Gdyby pił i bił, byłoby mieszkanie?
Karolina była w ratuszu i dopytywała się, kiedy dostanie mieszkanie, ale dowiedziała się, że razie szans na mieszkanie nie ma. - Muszą mieć lokale dla tych z eksmisji, albo dla tych, którzy wychodzą z kryminału, dla inwalidy nie ma. Może gdyby Michał nie pracował, zaczął pić, gdybyśmy byli rodziną patologiczną, wtedy o mieszkanie byłoby łatwiej – mówi Karolina. Opowiada, że zwolniło się w mieście mieszkanie dostosowane dla niepełnosprawnych ale dostał je ktoś inny.

Mądra i aktywna
W Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie otrzymaliśmy potwierdzenie, że poparli starania Stróżyków o przydział mieszkania na Marszewskiej , które było przystosowane dla niepełnosprawnych. - Jednak nic to nie dało - mówi Małgorzata Szeląg - z-ca dyrektora PCPR. Dyrektorka jest pełna uznania dla Karoliny. Mówi, że to osoba mądra i aktywna. - W ubiegłym roku chciała założyć punkt małej poligrafii, nawet lokal miała. załatwiliśmy nawet środki z PFRON- u, ale za późno przyszły pieniądze. Lokal przepadł - dodaje.

Niech złożą podanie
W Pleszewskim Towarzystwie Budownictwa Społecznego powiedziano nam, że teraz mieszkań wolnych, szczególnie na parterze - nie ma.
- Niech jednak Stróżykowie podanie złożą, mają drugie dziecko, więc dochód naosobę jest mniejszy. Może coś na parterze się zwolni, wtedy mają szansę - mówi Krystyna Biadała z PTBS.
Gdyby nie te schody, Karolina nie miałaby powodów do narzekań. Bardzo sprawnie porusza się na wózku, gotuje obiady dla całej rodziny, sprząta, opiekuje się dziećmi, nawet czasem w piecu CO napali.
Wojtusia też sama kąpie. Stawia wanienkę na tapczanie, podjeżdża na wózku i myje malucha, a babcia go z wanienki wyjmuje.

Zosia - Samosia
Mała Zosia obserwuje dorosłych i stara się naśladować np. wynosi po sobie i po braciszku pampersy. Gdy trzeba mamę przesadzić przez próg wiodący z łazienki, ciągnie tatę, mówiąc ,,tata odź’’ i wskazuje na mamę. Kiedy chce się jej spać (w dzień), zdejmuje buciki i po prostu kładzie się.
Wojtuś bardziej potrzebuje towarzystwa mamy, kiedy nie czuje jej ciepła, wierci się i popiskuje. Karolina jest kobietą spełnioną. – Moim marzeniem były dzieci i rodzina. Żałuje tylko, że muszą współ-odczuwać jej kalectwo.

Lepiej nie mogłam trafić
- Nie mogę z nimi wychodzić z domu, tak jak inne matki - mówi. Ale poza tym jej dzieci mają wszystko, przede wszystkim dużo miłości.
Kiedyś Karolina była obieżyświatem, teraz siedzi z dziećmi w domu i jest jej dobrze. Bierze na kolana Zosię, żeby nie była zazdrosna o braciszka. Kołysze oba maluchy w ramionach i opowiada o Michale.
– Lepiej trafić nie mogłam, znaliśmy się od dziecka, bo ja jeździłam na Kochanowskiego do cioci, a on tam mieszkał – opowiada. Potem spotkali się we Wspólnocie ,,Wiara i Światło’’. Michał zaprosił Karolinę na wyjazd wakacyjny ze Wspólnotą.
- Kiedy przyszła miłość? – Nie wiem – mówi szczerze. – Oświadczył się w maju z kwiatami i z pierścionkiem. Mama wcześniej wiedziała, że się kochamy. A ja się nie bałam z nim być i miałam rację, bo Michał wiedział jak wygląda życie na wózku i dobrze nam z sobą – opowiada z błyskiem w oku.
Nadal obaj uczestniczą w spotkaniach ,,Wiary i Światła’’, jeżdżą na spotkania samochodem, który Karolina dostała z PFRON-u. – Kiedy go przerobimy, będę jeździć, bo prawo jazdy mam – zapewnia.

Paczki na poczcie nie odbierze
Okazuje się, że domowe schody nie są jedynym problemem, jaki ma człowiek na wózku.
– Na poczcie paczki nie odbiorę, bo nie wjadę, a tacie paczki nie chcą wydać, chyba, że zrobi hałas – mówi Karolina. Nie wejdzie też do banku na Sienkiewicza, jeśli musi koniecznie coś załatwić, to mąż ją wnosi.
Do małych sklepów nie wjedzie, do Dino też nie, bo jest stopień.
Ze zjazdem z chodnika ma problem, bo kostka wystaje nad krawężnik i trzeba bardzo uważać, żeby nie rozwalić wózka. - Dobrze, że bankomat w ratuszu jest dla mnie dostępny – śmieje się i za chwilę poważnieje.

Mężowi siada kręgosłup
Mówi, że martwi się o Michała, któremu siada kręgosłup, bo w pracy dźwiga paczki a po pracy dźwiga żonę, dzieci i wózki.
Czy wystarczy mu sił do czasu, kiedy wystarają się o mieszkanie, z którego Karolina samodzielnie będzie mogła się wydostać?

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!