09.06.2009 Eintop w krainie rododendronów

Na podziwianiu rododendronów, piciu wódki łyżką, pływaniu po zalewie, zwiedzaniu upłynęły trzy dni, które mieszkańcy Gołuchowa spędzili w zaprzyjaźnionej gminie Bad Zwischenahn w Niemczech.

Na podziwianiu rododendronów, piciu wódki łyżką, pływaniu po zalewie, zwiedzaniu upłynęły trzy dni, które mieszkańcy Gołuchowa spędzili w zaprzyjaźnionej gminie Bad Zwischenahn w Niemczech.

Wycieczkę zorganizowała gmina, przejazd na własny koszt, gościna u miejscowych rodzin. I to było jedną z atrakcji pobytu w Dolnej Saksonii. – Przyjęli nas serdecznie i ciepło. Czekali z burmistrzem pod ratuszem. Już wcześniej ustalono, kto u kogo śpi – opowiadali po powrocie.
Sławka Pasternak przeżyła szok, kiedy od jednego z gospodarzy usłyszała ,,byłem u was, siedziałem w fotelu z rogów, a pani mąż to Florian, jak się czuje?’’ pytał Herr Winfryd. Jednak to nie w jego domu nocowała.

– Trafiłam do rodziny Joasi – dziewczyny która 10 lat temu zamieszkała w Niemczech i teraz prowadzi z teściową zakład kosmetyczny. – Mówię do niej hallo, a ona odpowiada dzień dobry – śmieje się Sławka.
- Cała rodzina przyjęła mnie i Krystynę Gałczyńską bardzo serdecznie. Na powitanie był ,,eintopf’’, czyli danie ,,z jednego garnka’’ – mięso z warzywami – wspomina Sławka, zadowolona, że odpadł jej problem z językiem.

Teresa Fabisz wraz z córką i koleżanką trafiły do rodziny, która pochodziła z Raciborza na Opolszczyźnie. – Gospodyni, też Teresa, ucieszyła się, że może z nami mówić po polsku - wspomina.
Dodaje, że u Frau Teresy było dużo polskich książek. Uważa, że wielu starszych Niemców rozumie po polsku, tylko słów im brakuje. Krystyna Kowal-czykiewicz zabrała się na wyprawę z ciocią Heleną Stachowską, która doskonale zna niemiecki, dlatego bariery językowej nie było. Wspomina sytuację z restauracji, gdzie po polsku zastanawiały się, jakie lody wybrać, a tu kelnerka mówi ,, co chcecie, ile tych lodów?’’.

W powiecie Ammerland mieszka wielu Polaków, gadamy po polsku, a tu ktoś się do nas odzywa po naszemu – opowiadały panie po wycieczce. Krystynie podobały się liczne toasty wznoszone lokalną wódką podczas bankietu, który gospodarze wydali na cześć polskich gości. – Piliśmy alkohol łyżeczkami, uważając, żeby ani kropelki nie uronić.
Jeśli kropelka upadła na serwetkę, toast nie był ważny – śmiały się panie, bo to one stanowiły większość wycieczki.

– Mieszkałem u strażaka, miał w domu grafik, kto kogo zawiadamia, jak jest pożar. Tam strażacy ochotnicy żadnej kasy za udział w akcji nie dostają – mówił Józef Banaszak. Podobała mu się niemiecka tradycja obchodzenia urodzin. – Jeśli strażak obchodzi okrągłe urodziny, wtedy koledzy jadą do niego rowerami na imprezę – opowiada. Zapewnia też, że zadba, aby na kolejną wyprawę pojechali do Niemiec strażacy, bo wędkarze byli, orkiestra była, a straż nie była. Dwie pary małżeńskie załapały się na niemieckie wesele. Po prostu poszli tam z gospodarzami, którzy zostali wcześniej zaproszeni. Szczegółów wesela nie znamy jednak, poza tym, że młoda para nie była taka całkiem młoda.

W wycieczce uczestniczył radny Radomir Zdunek, który podobno chciał podejrzeć hodowlę świń, a zawieźli go do krów, jednak spełniono jego prośbę i znaleziono farmę z bydłem. Anna Miklaszewska też miała przygodę. Bardzo smakowała jej sałatka i chciała sobie kupić w sklepie makaron taki jak w sałatce. Ponieważ po niemiecku – jak mówi ,,ani be, ani me’’, poprosiła o pomoc panią, u której mieszkała. A ta tak bardzo chciała spełnić jej prośbę, że zamiast makaronu nakupiła jej chipsów. – Ile z tego było śmiechu – opowiadała pani Ania. Kiedy pytam, co jedli, większość odpowiada ze śmiechem – na śniadanie jajko!Najpiękniejsze jednak były rododendrony, które w maju kwitną w całym Ammerland, przy domach, na skwerach, a najpiękniejsze w parku.

Niektórzy dostali od gospodarzy w prezencie sadzonki. Piękny też był ogród z bonzajami – drzewkami poprzycinanymi w najróżniejszy sposób. Moc wrażeń dał rejs po zalewie a także zwiedzanie okolicy.
- Tyle ścieżek rowerowych, spacerowych, restauracyjek pełnych ludzi i to w starszym wieku – wspomina Teresa Maciaszek. Wszyscy zauważyli, że młodzieży oraz dzieci w wózkach prawie nie było widać.

- Może wyjechali z miasta na weekend, bo w czwartek – Wniebowstąpienie i Niemcy mają wolne – mówi Teresa. Wszyscy się dziwią, że święto jest dniem wolnym od pracy, chociaż kościoły są puste.
– W jednym budynku na dole była restauracja, czytelnia, kawiarnia, a na piętrze kościół katolicki – opowiadają. Czy w jakimś miejscu spotkaliście się z niechęcią? – pytam.
– Absolutnie, było miło, serdecznie, rodzinnie, nawet wywiadu do lokalnej prasy udzielaliśmy. Joasia przyśle nam gazetę – zapewnia Sławka Pasternak. Wszyscy dziękują Kasi Marcinkowskiej, która pomagała się dogadać, kiedy ,,ręce’’ nie wystarczyły. Są też wdzięczni Herr Helmuthowi, który bywał w Gołuchowie i w Ammerland ich także nie opuści.

Irena Kuczyńska

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3